Szablon stworzony przez Arianę dla Wioski Szablonów | Technologia Blogger | X X X

czwartek, 21 września 2017

Recenzja #4 - "Dwór mgieł i furii" Sarah J. Maas

Tytuł polski: „Dwór mgieł i furii”
Tytuł angielski: „A Court of Mist and Fury”
Autor: Sarah J. Maas
Tłumacz: Jakub Radzimiński
Korekta: Magdalena Marciniak, Tatiana Hardej, Agata Tryka
Ilustracja na okładce: Adrian Dadich
Mapa: Kelly de Groot
Wydawnictwo angielskie: Bloomsbury
Wydawnictwo polskie: Uroboros
ISBN: 978-83-280-2175-4


Po „Dwór mgieł i furii” sięgnęłam zaraz po pierwszej części. I o ile w pierwszy tom był lekką lekturą, bardzo przyjemną, to drugi tom spowodował, że nie mogłam go odłożyć i zamiast skupić się na obowiązkach uczelnianych, poświęciłam całą uwagę lekturze. W „Dworze mgieł i furii” Feyra nie jest już tą dziewczyną, którą była wcześniej – po nocach śnią się jej koszmary, nadchodzący ślub wydaje się być ponad jej siły, a pogodzenie się z obowiązkami towarzyszki księcia Tamlina jest zbyt trudne, jeśli nie niemożliwe.
„Dysząc ciężko, zbierałam się w sobie nad miską
i liczyłam kolejne oddechy. To tylko koszmar.
Jeden z wielu, które mnie prześladowały
w te dni, we śnie i na jawie.”
Po zmianie w fae wysokiego rodu, Feyra szykuje się do ślubu z Tamlinem. Do pomocy zostaje przydzielona jej wysoka kapłanka, Iantha. Ma ona ułatwić jej poruszanie się w nowym świecie, wyjaśnić nowe obowiązki oraz przygotować do zbliżającego się wesela. I chociaż losy młodej dziewczyny zaczynają układać się jak w klasycznej bajce, dusza Feyry jest rozerwana na kawałki przez to, czego musiała się dopuścić na dworze Amaranthy. Tamlin nie jest dla niej oparciem. Chce zamknąć swoją przyszłą żonę w zamku, by była jego towarzyszką i wedle tradycji pozwoliła mu rządzić swoją krainą. Nie życzy sobie, by próbowała nauczyć się panować nad swoimi mocami i otrzymała pewną dozę wolności.  Iantha upewnia go w tym, że postępuje dobrze. Od ślubu nie ma ucieczki – i dopiero stając przed ołtarzem, główna bohaterka zdaje sobie sprawę, że nie jest w stanie postąpić tak, jak powinna. Miłość, którą odczuwa do Tamlina, i jego uczucia wobec niej, są niewystarczające, by ich związek zakończył się złożeniem wieczystej przysięgi. W ostatniej chwili, kiedy chce powiedzieć księciu, że ich ślub nie dojdzie do skutku, pojawia się Rhysand i żąda od Feyry wypełnienia jej części przysięgi, którą ta złożyła jeszcze na dworze Amaranthy.
„Odwróciłam się i przez mrok rozwiewający
się niczym dym na wietrze dostrzegłam Rhysanda
wygładzającego klapy czarnej marynarki.
- Witaj, Feyro, moja droga – wymruczał.”
Rhysand zdaje się być zupełnym przeciwieństwem Tamlina – traktuje Feyrę jako równą sobie, chce pomóc jej w tym, czego nie umie, na przykład w czytaniu, daje jej dużą dozę wolności, ale nie waha się jej przestrzec przed grożącym jej niebezpieczeństwem, a jednocześnie wykazuje niedorzeczność działań Tamlina, który nie chce pozwolić przyszłej żonie nauczyć się wykorzystywać jej mocy, argumentując to tym, że nikt nie może dowiedzieć się o tym, czego potrafi. Na dworze Nocy, rządzonym przez Rhysanda, młoda kobieta nabiera wagi, którą utraciła po tragicznych wydarzeniach pierwszego tomu, wysypia się, a koszmary nie są już tak straszne. To miejsce, choć początkowo wydaje się być dla niej nie do końca odpowiednim, staje się jej azylem, miejscem, w którym zaczyna odczuwać choć trochę spokoju, mimo że nie jest w stanie zapomnieć o wyrzutach sumienia.
„Przesunęłam gwiazdę między palcami jak iluzjonista monetę.
Tu – w tej kojącej, roziskrzonej ciemności – spokojny oddech
wypełnił mi płuca. Nie pamiętałam, kiedy ostatni raz
to zrobiłam. Kiedy ostatnio oddychałam bez trudu.”
Jak już wspomniałam wyżej – pierwszą część czytało się przyjemnie. Drugi tom – porwał mnie, sprawił, że nie umiałam go odłożyć na półce, musiałam skończyć i sama już nie wiedziałam, czy mam się śmiać, czy może płakać, albo jeszcze lepiej – wyznać miłość i Tamlinowi, i Rhysandowi. Kunszt Maas po raz kolejny mnie zachwycił, coraz więcej dowiedziałam o świecie fae i tym, że dobre postaci niekoniecznie mogą być tak pozytywne, jak o nich od początku myślałam.
Ciemność coraz bardziej zaciska się dookoła przedstawionego świata, widmo wojny zmienia się w bardzo wyraźny ślad narastającego konfliktu, który może zakończyć się wielką katastrofą, a apogeum wszystkiego staje się porwanie sióstr Feyry i brutalny atak na Velaris – miasto gwiazd. Tak więc – jeśli szukacie lektury pełnej śmiechu, łez, niepokoju i fantastyki, która wciąga i nie chce wypuścić, zdecydowanie polecam drugi tom Sarah J. Maas o  świecie fae.
„- To nie ma znaczenia. Teraz jestem w domu.
- Na zawsze – obiecał.
- Na zawsze – powtórzyłam, rzucając okiem za siebie,
gdzie na żwirowym pojeździe wciąż stał Lucien.”

1 komentarz:

  1. Jak najszybciej muszę przeczytać pierwszą część a później sięgnąć po drugą część!! ;) Bardzo ciekawa recenzja pozdrawiam
    zaczytanaolaakochaczytac.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń